Działajmy razem, self-publisherzy. Targi Książki Niezależnej Nisza

Pisanie, praca z redaktorami, korektorami, grafikami. Sprzedaż i szukanie najlepszych rozwiązań. Promowanie aż do skutku. Self-publishing bywa bardzo samotnym zajęciem, a czasem jesteśmy zamknięci za ekranami komputerów. Trudno czasem znaleźć osoby w podobnej sytuacji, porozmawiać o bolączkach, poradzić się i po prostu pogadać. Dlatego tak ważne są spotkania pośród self-publisherów i wspólnie działanie. Impuls do takich przemyśleń dały mi Targi Książki Niezależnej i Artystycznej Nisza.

 

Końcem czerwca Wrocław został opanowany przez self-publisherów i niezależnych autorów. Miały miejsce pierwsze Targi Książki Niezależnej i Artystycznej Nisza, organizowane przez Drukarnię i Klub Innowatora. Za inicjatywą stał Maciek Zarański – drukarz, pisarz, działacz i człowiek wielu talentów. Zorganizował nie tylko przestrzeń wystawową, czyli wypełnioną starymi maszynami i nowymi książkami Drukarnię, ale i umożliwił dziesiątkom self-publisherów wymianę wiedzy oraz doświadczeń w trakcie paneli dyskusyjnych, warsztatów, spotkań autorskich i niekończonych się rozmów w kuluarach. I myślę, że wszystkim osobom działającym w tym polu, takie kilka dni było bardzo potrzebnych. Nad Targami patronat objęła Twarda Oprawa (i jeszcze Czytn-Nik, Fabryka Dygresji, Radio Ram, Bistro Narożnik i wielu innych). Fotorelacja jest dostępna na Facebooku Twardej Oprawy. Wracając z Targów myślałam o potrzebie spotkania się na żywo i wspólnych rozmowach. Tak potrzebnych autorom, jak i osobo pracującym w tym sektorze rynku. I już tłumaczę dlaczego.

 

Self-publishing czyli samotność autora

Self-publishing jest procesem samotnym. Wydawanie książki bez pomocy wydawnictwa, walka z rynkiem książki, poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań – to wszystko brzmi bardzo dobrze. Brzmi jak gotowe nagłówki do mediów, ale self-publishing ma też swoją ciemną stronę. Jest samotny i trudny. Skoro nie ma z nami wydawnictwa, wszystkie decyzje musimy podjąć sami. Znaleźć redaktora, korektora, składacza. Zrozumieć ich żargon. Wymyślić, jak tą książkę samodzielne sprzedać, jak ją wypromować. Spoglądać na leżące w garażu egzemplarze, których nikt nie chce kupić i nie poddać się. Dogadać się z księgarniami, przygotować strategię komunikacyjną i bombardować czytelników informacjami o premierze. Nikt przy autorze nie stoi, nie doradza.

I tu często może pojawić się zniechęcenie i frustracja, szczególnie, jeśli wydajemy książkę po raz pierwszy i tak naprawdę musimy się wszystkiego nauczyć. Proces przyswajania nowej wiedzy może być ekscytujący, ale też trudny, skoro wszystkie błędy od razu zwracają się przeciwko nam. Świadoma tych problemów stworzyłam grupę „Jak wydać książkę?”, gdzie w wirtualnej przestrzeni autorzy mogą się spotkać i pogadać. Z tego powodu współpracuję z niezależnymi autorami w ramach konsultacji, szkolę i organizuję warsztaty. Bo wiedza, doświadczenie i szczypta wsparcia może zdziałać cuda. Ale dopiero po Targach zrozumiałam, jak ważne jest czasem spotkać się na żywo.

 

Online potrzebuje offline’u

Self-publishing rozwinął się wraz z rewolucją cyfrową i łatwym dostępem do Internetu, gdzie każdy może publikować wszystko. Jeff Gomez  w „Print is dead. Books in our digitial age” pisze o nowym pokoleniu, generacji upload, dla której publikowanie rzeczy w sieci jest tak samo oczywiste, jak ich pobieranie i czytanie. Tą generacją upload jesteśmy my – twórcy sieciowi i self-publisherzy właśnie. Jednak łatwo zakopać się za monitorem, utknąć w komunikacji mailowej, w niekończących się powiadomieniach na Facebooku. Taka forma kontaktu jest dobra, ale moim zdaniem jest w najlepszym wypadku protezą normalnej relacji. I dlatego tak ważne jest, aby się spotkać. Czasem bez planu i bez założeń, jak właśnie na Targach. Porozmawiać o swoich bolączkach, zrozumieć, że problem dystrybucji i dobrej sprzedaży jest bardzo częsty wśród innych niezależnych twórców. Podyskutować o swoich książkach, wymienić kilka anegdot o drukarniach, pośmiać się. Zobaczyć, że jeszcze ktoś pokonał podobną drogę z samodzielnym wydaniem książki, chociaż stoi za nim kompletnie inna historia.

Mogłam w końcu spotkać się na żywo z kilkoma uczestnikami mojej grupy na Facebooku. Pierwszy raz widzieliśmy się na żywo, chociaż wymieniliśmy między sobą dziesiątki komentarzy. Mogłam poznać autorki, których teksty redagowałam i recenzowałam. Zobaczyć ich mimikę, poznać tembr głosu, zobaczyć jakie mają poczucie humoru. Wypić wspólnie kawę, pożartować, zrozumieć się. Spotkania poza siecią, właśnie nam – osobom intensywnie w niej działającym – są czasem niezbędne. A z pewnością samotnym self-publisherom. I samotnym redaktorom, znających swoich autorów wyłącznie przez ekran komputera.

 

Siła kolektywnej mądrości i potrzeba integracji

W trakcie burzy mózgów, prowadzonej przeze mnie, znaleźliśmy kilka niesamowitych rozwiązań, które mogą ułatwić życie wielu self-publisherów. Większość dotyczyła dystrybucji, ale na razie ci…, zanim idea stanie się działaniem. Wymieniliśmy pomysły na sprzedaż, na promocję i przede wszystkim panujący duch integracji. Bez poczucia zazdrości, konkurencji.

Wszyscy walczymy na wspólnym froncie – chcemy zmienić rynek książki, przeciwstawiamy się pewnym zasadom. Warto więc czasem wspólnie spotkać się, skoncentrować i zastanowić, jak zmienić sytuację self-publishingu. Idea jest piękna, ale niedoskonała, bo zakłada, że autor stanie się z dnia na dzień jednorazowym wydawnictwem. Księgarze i drukarze nie zawsze są wsparciem, czytelnicy nie zawsze są dobrze nastawieni do samodzielnie wydawanych książek. Dlatego uważam, że należy rozmawiać, dyskutować i działać. Aby wydanie samodzielnie książki było powodem do dumy, a nie kończyło się unikami o grafomanię. Jednak jest to niemożliwe, bez integracji samego środowiska i zaufania.

W trakcie Niszy ten proces udał się w stu procentach. Autorzy przyszli z otwartymi głowami, redaktorzy chętnie rozmawiali ze sobą i wymieniali się know-how. Pełna otwartość, której tak czasem nam wszystkim brakuje. Czas samotnych i zamkniętych w swoich głowach self-publisherów się skończył. Musimy się zjednoczyć. I nawet nie po to, aby podbić świat, ale żeby samodzielne wydawanie nie było kojarzone z obciachem i ostatecznym rozwiązaniem, ale świadomym i atrakcyjnym wyborem, przed którym stoi autor. Dzięki wymianie wiedzy, doświadczeń, integracji w ramach Targów, współpracy jesteśmy w stanie podnieść poziom polskiego self-publishingu. Który nie musi się już kojarzyć z brzydkimi okładkami i grafomańskimi książkami. Trudnym wydawaniem, niskimi nakładami książek i frustracją.

Drodzy self-publisherzy, wykonujecie świetną robotę. Od 2011 roku działam w tym segmencie i jestem pod wrażeniem, jak się rozwija. Jednak dopiero kiedy zaczniemy współpracować (my pisarze, my specjaliści i my czytelnicy) jesteśmy w stanie coś zmienić. I nie chodzi tutaj o palenie wydawnictw lub inne dramatyczne i zbędne ruchy. Czasem wystarczy się spotkać i pogadać. Schować ego do kieszeni i otworzyć głowy. Wtedy uda nam się coś zmienić.

2018-07-08T19:34:32+00:00 Lipiec 8th, 2018|rynek książki|

About the Author:

Kinga Rak
Założycielka, redaktor naczelna i spiritus movens Twardej Oprawy. Autorka licznych publikacji naukowych i krytycznoliterackich, mówczyni TEDxKatowice. Codziennie podejmuje starania, by świat zapełnił się wartościową literaturą i odważnymi autorami.