Budżet w self-publishingu

Znaczna część autorów, która decyduje się na self-publishing, zaczyna od planowania procesu wydawniczego lub planowania promocji. I oczywiście, te kwestie są niezwykle ważne. Ale jest sprawa jeszcze istotniejsza. Mianowicie budżet.

I budżet rozumiem dwojako. Bo w self-publishingu inwestujemy nie tylko finansowo (licząc na dobry zwrot), ale i emocjonalnie oraz czasowo. Brzmi zaskakująco? Pewnie tak. Ale z powodu mojej pracy jestem w częstym kontakcie z niezależnymi autorami, którzy są już w trakcie wydawania swojej książki. I słyszę, że nie tak sobie wyobrażali całość, że są zmęczeni, nie wystarcza czasu. A wydanie książki pochłonęło więcej pieniędzy niż zakładali.

Czas

Napisanie książki to ogromne przedsięwzięcie. Zajmuje długie miesiące, czasem lata. Ale wydawanie jej również pochłania czas, nawet jeśli współpracujecie z podwykonawcami. Proces wydawniczy należy skoordynować, czyli najpierw znaleźć redaktorów, korektorów, składaczy. Dobrze zaplanować wszystkie zadania na osi czasu, dogadać warunki współpracy i później dopilnować, aby cały projekt sprawnie się rozwijał.

A maile z zapytaniami ofertowymi, rozmowy, sprawdzanie efektów pracy, rozwijanie problemów małych i dużych zajmuje czas. Jeśli pracujecie na etacie, macie zobowiązania osobiste (np. małe dziecko w domu lub dodatkowo studiujecie), uwaga tutaj spojler. Czas na koordynację procesu wydawniczego sam się nie znajdzie. I praca nad kolejnymi krokami wydawniczymi trwa od 3 do 6 miesięcy. Oczywiście, prowadzenie projektu nie zajmie Wam 8 godzin dziennie przez te miesiące, jednak trzeba znaleźć przestrzeń na przeprowadzanie Waszej książki przez kolejne kroki.

A w każdych długofalowych działaniach, które zakładają uczestnictwo innych osób, najbardziej nieprzewidywalny jest czynnik ludzki. Redaktor może się rozchorować, korektor może nie zdążyć ze zleceniem na wyznaczony termin, a składacz może potrzebować więcej czasu. A po Waszej stronie jest połączenie pracy tych wszystkich ludzi tak, aby zdążyć z książką na ustawioną przez Was datę premiery. To oznacza telefony, rozmowy, maile. Dodam do tego redakcję autorską, korektę autorską, ustalanie makiety składu, wprowadzanie poprawek do oprawki…

Nie wspominam nawet o promocji. 3 miesiące (przed premierą, w trakcie i po) są bardzo intensywne oraz wymagające. Gdy chcecie dobrze wypromować swoją książkę, załóżcie, że w tym czasie bierzecie drugi etat. Nie mówiąc już o dobrze zbudowanej społeczności, która przyda się przy sprzedaży. Jej też nie zbiera się w ciągu miesiąca, ani nawet pół roku.

Dlatego zasoby czasowe są kluczowe.

Emocje

Inaczej wydaje się książki innych (coś o tym wiem!), a inaczej pracuje się nad swoim tekstem. Ba, tym jedynym, dopieszczanym dniami i nocami. Waszym przesłaniem do świata lub tą historią, która zmieni życie czytelników. Łatwo stracić dystans lub po początkowej euforii pt.: „wydaję książkę samodzielnie!” wpaść w lekki marazm wydawniczej pracy. Jak wspomniałam wyżej, coś może pójść nie tak, jak zakładaliśmy. Koordynacja projektu może okazać się wymagająca, kolejne poprawki irytować, dystrybucja przerażać, a promocja… Cóż.

Każdy, kto tworzy do sieci, zna ten moment, kiedy wypuszcza się perfekcyjny post lub film do świata i nikt nie reaguje. I umówmy się, nie jest wtedy fajnie. Wychodzenie z własną książką do świata może budzić w nas niepewność, radość, zmęczenie, napięcie, wdzięczność. Całe spektrum różnych przeżyć z którymi trzeba się uporać. Jeśli wydanie książki w wydawnictwie jest emocjonalnie wymagające (od zwątpienia do zachwytu i znowu do zwątpienia – i tak dalej), tym bardziej self-publishing może być emocjonalnym rollercoasterem.

I warto zadać sobie pytanie, czy jesteście na niego gotowi.

Pieniądze

Trywialne, kluczowe, być może najważniejsze. W samodzielne wydanie książki wiele osób inwestuje swoje prywatne (czyli niefirmowe) środki. Które spokojnie można by wydać na doskonałe wakacje, remont mieszkania, kurs rozwojowy, a czasem samochód. Dlatego zanim podejmiecie ostateczną decyzję, przekalkulujcie projekt. Ile będzie wynosiło Was przygotowanie książki do druku (cena redakcji, korekty, składu, okładki), a ile sam druk.

Podpytajcie specjalistów o ceny, nawet jeśli będą one na ten moment orientacyjne. Zsumujcie koszty procesu wydawniczego i dodajcie koszt wydruku. Ten ostatni możecie uzyskać wysyłając zapytania do drukarni z prośbą o wycenę. Weźcie pod uwagę liczbę egzemplarzy, planowaną liczbę stron, typ papieru i okładki. Taka wycena może być szacunkowa. Czyli załóżcie mniej więcej liczbę stron i kilka opcji wydruku (do np. 50, 200, 500 i 1000 egzemplarzy). Specjaliści i drukarze pewnie nie podadzą Wam ostatecznych cen, ale widełki, na których możecie pracować. Załóżcie też, ile jesteście w stanie przeznaczyć na promocję. Zsumujcie wszystkie koszty.

Wyszło pewnie niemało, prawda? A teraz zastanówcie się, ile książek musielibyście sprzedać, żeby projekt się zwrócił. A na koniec zadajcie sobie pytanie czy taka sprzedaż jest w zakresie waszych możliwości? Czy temat jest wystarczająco nośny, czy macie dookoła siebie zgromadzoną społeczność, czy potraficie na tyle wypromować książkę, aby osiągnąć wymagany próg sprzedaży?

Wnioski z tych rozmyślań mogą być różne. Niektórzy pójdą w self-publishing jak w dym. Inni pewnie wybiorą tradycyjne wydawnictwo. Reszta być może zastanowi się nad całym przedsięwzięciem. I bardzo dobrze. Bo jak wiecie, uważam, że książkę należy wydać mądrze i w zgodzie ze sobą. Niezależnie jaki sposób publikacji wybierzecie.

Chcesz wydać książkę samodzielnie? Umów się na konsultacje.

2019-10-13T11:03:14+00:00 Październik 13th, 2019|jak wydać książkę|

O autorze:

Kinga Rak
Założycielka, redaktor naczelna i spiritus movens Twardej Oprawy. Autorka licznych publikacji naukowych i krytycznoliterackich, mówczyni TEDxKatowice. Codziennie podejmuje starania, by świat zapełnił się wartościową literaturą i odważnymi autorami.