Przez ostatnie 17 miesięcy zrecenzowaliśmy w Twardej Oprawie ponad 40 książek debiutantów (oczywiście poza recenzjami robiliśmy redakcję i przygotowywaliśmy książki do publikacji), w tym przede wszystkim książki powieściopisarek. Recenzenci mają ogromne doświadczenie, więc coś o debiutach wiemy. Po tylu miesiącach pracy pojawiają się wnioski. I tymi wnioskami chcę się z Wami podzielić.

Gdy piszemy recenzje wydawnicze, zwracamy uwagę na kilka najważniejszych kwestii: konstrukcję, bohaterów, styl (a do tego potencjał wydawniczy, grupę odbiorców i wszelkie kwestie do poprawy). Widzę pewien schemat (bo jak wiecie, lubię wyciągać szersze wnioski). Wiele debiutantek popełnia podobne błędy. Czasem mam wrażenie, że mam mocne deja vu. Dlatego myślę, że warto się z Wami podzielić najczęstszymi błędami, na które zwracamy uwagę w naszych recenzjach wydawniczych.

 

Długi rozruch – wstęp na 30% książki

Jest taka sensowna struktura trzech aktów – podstawa literaturoznawstwa, co nie powinno zaskakiwać, skoro pierwszy opisał ją Arystoteles. Dwa tysiące lat później ta struktura jest wciąż aktualna (jak wszystko, co dobre). Powieść powinna mieć rozpoczęcie, rozwinięcie, zakończenie. Jednak kluczowe są proporcje. Jeśli rozpoczęcie zajmuje 30% książki, to znaczy, że coś poszło bardzo nie tak. Edyta Niewińska, nauczycielka pisania, w naszej prywatnej rozmowie zwróciła uwagę na fakt, że rozpoczęcie powinno zajmować 20%, a nawet tylko 10% całości. Szybkie wprowadzenie bohaterów i problemu powieści, a potem działamy dalej. Jednak debiutantki mają częstą tendencję do nadmiernego rozpisywania rozpoczęcia. Najbardziej ekstremalna wersja z ostatnich recenzji – aż 50% całości stanowił wstęp. Uważam, że czytelnik po prostu nie zdzierży tak długiego rozpoczęcia i skoro nie potrafi doczekać się akcji, odłoży książkę. Myślę, że takie sytuacje w tekście wynikają z tego, że wiele powieściopisarek zaczyna pisanie od początku i dalej pracują linearnie (scena po scenie). Jasne, trzeba się rozruszać i rozpisać, ale później można wstęp skrócić. I proszę, zróbcie to, mając na uwadze dobro czytelnika.

 

Wszyscy mówią jednym głosem

Klasyka. Czytam powieść i widzę, że wszyscy bohaterowie mają dokładnie takie samo słownictwo (czy pisząc bardziej profesjonalnie: idiolekt). Pani ze sklepu, lekarka i jej pięcioletnie dziecko używają tych samych słów, mają taką samą składnię i trudno rozróżnić bohaterów od siebie w dialogach. Dlaczego różnicowanie głosów bohaterów jest takie ważne? Bo każdy z nas mówi i pisze inaczej. Każdy ma swój styl. To fakt (np. ja lubię nawiasy i zaczynać zdania od spójników, chociaż to średnio poprawne, no ale lubię). Dlaczego więc wszyscy bohaterowie mają mówić patetycznie? Lub wszyscy przeklinać? Lub wszyscy mówić pięciokrotnie złożonymi zdaniami? Taki zabieg sprawia, że styl powieści jest po prostu zły. Bohaterowie są nierealistyczni. Nie są wyjęci z życia, ale ze szkolnego opowiadania. A my nie chcemy czegoś takiego w powieści, prawda?

 

Niewiarygodni bohaterowie

Najbardziej bolesna kwestia. I najczęstszy błąd. Podobnie jak z językiem bohaterów – każdy z nas jest inny. Truizm, ale każdy z nas ma inny temperament, światopogląd, wady i przeżycia, które go ukształtowały. Dlatego każdy z nas jest jak unikalny płatek śniegu (obiecuję, że kończę z tymi banałami). Czemu więc bohaterowie mieliby być tylko naszkicowani? Nie wystarczy napisać, że główna bohaterka jest miła, a jej partner bardzo dobry. To za mało. Warto pokazać bohaterów w działaniu, podkreślić ich indywidualność, pokazać sceną, dlaczego akurat reagują tak, a nie inaczej. Co ich ukształtowało? Dlaczego zachowują się akurat tak? Co myślą o świecie? Co jest dla nich ważne? Czego nie lubią? Jeśli nie będziemy myśleć o bohaterach jak o prawdziwych ludziach, wyjdą nam banalne i papierowe klony. Tak, nawet trzecioplanowa postać powinna być realistyczna. I nie, nie chodzi o to, żeby wspomniana pani z sklepu zajęła pięć akapitów, które tłumaczą, dlaczego nie lubi klientów. Wystarczy jedna, dobrze napisana scena. I pamiętajcie – pokazujcie bohatera w działaniu, a nie skupiajcie się na opisie jego konstrukcji psychicznej. Przecież poznajemy charaktery innych ludzi przez interakcję (znowu truizm, przepraszam). Nie „papierujmy” naszych bohaterów!

 

Błędy logiczne w konstrukcji

Temat rzeka, który trudno ująć w kilku akapitach. Problem sprowadza się do tego, że fabuła jest bez sensu. A powodów jej bezsensowności może być nieskończona liczba. Albo nagle bohater zaczyna się zachowywać całkowicie inaczej (poprzedni błąd, który opisałam). Albo nagle strzała leci dwa kilometry. Albo bohaterowie chodzą i gadają przez większość powieści, a potem rozwiązanie problemu rozgrywa się na poziomie dwóch scen. Albo ten główny zły ma kompletnie nieracjonalne motywacje. Albo cała osnowa fabuły jest zbudowana na założeniach, których nie kupi żaden czytelnik. Albo trup się nie rozkłada przez miesiąc, albo zmienia się w szkielet w ciągu doby. Dużo różnych różności. Kluczowe jest, abyś przeanalizowała wszystkie motywy bohaterów, wszystkie sceny i całą fabułę, zadając sobie pytanie: czy to ma sens? Czy łańcuch przyczynowo-skutkowy nie jest zbytnio odrealniony. I drogie twórczynie fantastyki – naprawdę nikt nie uwierzy w strzałę, która leci przez dwa kilometry.

 

Naprawdę nic się nie dzieje

Łatwiej poprawić powieść, w której dzieje się zbyt wiele. Wtedy praca pisarki sprowadza się do rozpisania scen i wprowadzenia elementów spowolniających akcję (które roboczo nazywam sobie: bohater wygląda przez okno i myśli). Ale jeśli w powieści nic się nie dzieje… To nie zacznie się samo z siebie dziać. Ja wiem, że np. w literaturze wiktoriańskiej bohaterki głównie piją herbatę albo patrzą na wrzosowiska. Ale z tego patrzenia i picia coś musi wynikać. Kompletnie nie kupuję literatury, która sprowadza się do relacjonowania dnia bohatera, jeśli z tego nic nie wynika (w relacjonowaniu codzienności mistrzem jest Haruki Murakami, ale u niego jest wiele sensownych powodów takiego stanu rzeczy). Czytanie powieści, w której się nic nie dzieje, przypomina oglądanie seriali na TVP. Niby ok, ale w międzyczasie można zrobić obiad i pomalować paznokcie. Nie chcecie, żeby ktoś tak myślał o Waszej powieści, prawda? Nuda zabija książkę bardziej niż papierowi bohaterowie, styl czy rozwlekły początek. Jest na to prosta rada – przeanalizujcie wszystkie sceny, wyrzućcie te bez znaczenia i naprawdę porządnie zastanówcie się, co chcecie powieścią przekazać. A ciągłe picie herbaty i patrzenie na wrzosowiska zostawcie siostrom Bronte. One robiły to dobrze.

 

Jakie błędy wydarzyły się w Twojej powieści? I jak chcesz je poprawić?

 

Zapisz się na kurs self-publishingowy dla powieściopisarek

Wyobraź się, że będziesz miała pewność, że samodzielne wydanie książki jest po prostu serią kroków do wykonania. Zrealizujesz je lekko i z pewnością. Wydaj książkę w zgodzie ze swoją wizją, bo czujesz, że masz kontrolę na wszystkimi etapami wydania książki: od redakcji po działania promocyjne. Nikt nie mówi Ci, że Twoja książka ma mieć taką okładkę, a bohater jest do usunięcia. Masz okazję zarobić więcej na wydaniu książki więcej niż w wydawnictwie. Wyobraź sobie, że jesteś dumna z siebie, że zrealizowałaś swoje marzenia!
Sukces jest po Twojej stronie.

Zobacz kurs!