Urok debiutowania polega na tym, że w pierwszej powieści z pewnością popełnisz błędy. Dobra wiadomość – to całkowicie normalne. Zobacz, na co zwrócić uwagę w debiucie obyczajowym, aby uniknąć najczęstszych błędów. Czasem wystarczy ocenić tekst i poprawić go jeszcze przed wydaniem, aby Twoja książka stała się najlepszą wersją samej siebie.

Bez dobrego tekstu nie wydasz (skutecznie) powieści

Widziałam taką sytuację setki razy. Autorka kończy powieść, nad którą pracowała latami, odmawiając sobie po drodze czasu dla siebie, zarywając noce i poświęcając całą swoją kreatywność. Kolejnym, naturalnym krokiem, jest wydanie. W końcu powieści mają być czytane. Pisarka zaczyna więc rozsyłać propozycje wydawnicze albo wydaje powieść w self-publishingu. Jednak (w pierwszym przypadku) wydawnictwa nie odpowiadają, nawet te całkowicie niszowe. Lub (drugi przypadek) książkę kupiło kilkanaście osób, a zadłużenie na koncie rośnie. Co poszło nie tak, skoro o powieści tak gorąco wypowiadali się znajomi?

Debiutancka powieść obyczajowa i wpadki

Nawet ukończone kursy pisarskie, beta-czytelnicy i pisarskie grupy wsparcia nie uchronią przed pomyłkami w książce. W końcu napisanie powieści to ogromny projekt, musisz pamiętać o tylu sprawach! Najważniejszej linii fabularnej, wydarzeniach pobocznych, drobnych scenach, które po kilku rozdziałach okazują się kluczowe, motywacji bohaterów i ich historii… Uf.

Najważniejszy jest tekst. W Twardej Oprawie, po zrecenzowaniu ponad 40 debiutów w ciągu dwóch lat (wszystkie książki ocenialiśmy przed ich wydaniem i pomagaliśmy je tak dopracowywać, aby znalazły czytelników), wyciągnęliśmy wnioski. Jakość literacka tekstu jest najważniejsza.

Dzisiaj skupię się na najczęstszych, kluczowych błędach, które pojawiają się w debiutanckich powieściach obyczajowych (o błędach pojawiających się w szeroko rozumianych powieściach pisałam tutaj). Jasne, część z opisanych problemów możesz odnieść do kryminałów i fantastyki, a nawet poradników. Możesz sprawdzić, czy takie problemy pojawiają się w Twojej powieści – może tekst otworzy Ci na nie oczy lub uspokoi Cię, że w tym wypadku wszystko jest ok.

Szablonowe postaci drugoplanowe

O prawdopodobieństwie psychologicznym postaci rozpisywałam się tutaj. Jednak chciałabym skupić się na nieco innym aspekcie popularnego problemu, który rzuca się w oczy szczególnie w wypadku obyczajówki.

Gdy bohaterowie zachowują się bez sensu, zbyt szybko zmieniają, podejmują same zaskakujące i sprzeczne decyzje lub po prostu są nudni – wtedy powieść się nie uda. To już wiesz i pewnie zadbałaś o głównych bohaterów, aby byli z krwi i kości.

A co z tymi drugoplanowymi? Czy oni też mają za sobą historię, czy ich motywacje są spójne? I czy przypadkiem nie są za bardzo szablonowi? Szczególnie trzeba uważać na „typy” bohaterów: wiernej przyjaciółki, nadopiekuńczej matki, złego szefa. Takim szablonowym postaciom też możesz spokojnie dodać życia, wymyślić ich osobistą historię, dzięki której będą porywający (nawet gdy wypowiadają w powieści tylko kilka zdań). Nie jest to łatwe i nie chodzi o to, że pokazujesz w retrospekcji całą historię sklepikarki, która bohaterce sprzedaje bułkę. Ale jeśli masz z tyłu głowy chociaż kilka słów o przeszłości i charakterze bohatera, na pewno nawet taka krótka scena będzie dobra.

Czasem w debiutach obserwuję sytuację, gdy pojawia się kilku bohaterów pobocznych i wszyscy mi, jako czytelniczce, się mylą. Najczęściej, gdy są grupą: z pracy, znajomych na imprezie itd. Widzę, gdy twórca nie zadbał o chociaż lekkie przemyślenie ich jako pełnoprawnych postaci – mówią tak samo, nie wiadomo jak wyglądają i czym Zenek różni się od Jacka. Dbaj o drugoplanowych bohaterów, bo w obyczajówce nie będą mieli kłów lub elfich uszu – więc jeszcze bardziej mogą się pomylić czytelnikowi.

Brak researchu

O ile łatwo sobie wyobrazić, że pisząc kryminał, twórca powinien wiedzieć, jak działa np. komenda policji, a przy science fiction rozumieć podstawowe prawa fizyki, to w obyczajówce debiutanci czasem odpuszczają, bo… Każdy z nas coś tam wie o życiu, prawda? Ma wyobrażenie pracy w księgowości, życia na wsi lub pobytu w szpitalu. I tu właśnie jest pułapka. Aby nie dopuścić do absurdów, sprzeczności lub po prostu błędów merytorycznych – trzeba czasem najbardziej oczywiste fakty sprawdzać, aby nie wprowadzać czytelnika w błąd lub nie wywoływać (niecelowo!) śmiechu.

Mieliśmy kilka takich przypadków w tekstach recenzowanych przez Twardą Oprawę, które wprowadziły nas w konsternację. Jeden dotyczył pobytu w szpitalu psychiatrycznym – wiem, że dookoła tej instytucji narosło wiele kulturowych klisz, jednak lektura kilku wywiadów z lekarzami i pacjentami wyjaśniłaby wiele nieścisłości. Drugi przypadek – zawód prawnika. Znowu: filmy, seriale, książki zrobiły swoje i możemy mieć ogólne wyobrażenie o zawodzie, nawet jeśli nie znamy żadnej prawniczki i nie korzystaliśmy z takich usług. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że prawnik może nie tylko wygłaszać fascynujące mowy w sądzie, ale często tonie też w papierkowej (ale ważnej robocie). Trzecia – poronienie. Temat trudny, jednak jeśli decydujemy się, aby bohaterka przeżyła taką sytuację, warto poszukać, jak taki proces wygląda.

Takie badania niekoniecznie będą miłe, ale na pewno sprawią, że fabuła będzie bardziej logiczna.

Napięcie – godziny pustki

Akcja się ciągnie, i ciągnie, i ciągnie. I nic się nie dzieje, a my przerzucamy kolejne strony w nadziei, że może jednak coś postanowi się wydarzyć. Problem nie dotyczy wyłącznie obyczajówki, ale według moich obserwacji najczęściej w tej konwencji literackiej występuje. Bohaterki godzinami parzą kawę i patrzą przez okno, snują się po sennym mieście, a kolejni ludzie godzinami rozmawiają o niczym.

Może się wydawać, że w obyczajówkach nie ma wielu ekscytujących zdarzeń, których nie znamy ze zwykłego życia. I takie myślenie o tekście prowokuje opisywanie codziennych sytuacji, które nie popychają akcji do przodu. W obyczajówce silne emocje może wywołać rozmowa bohaterów przy kawie, odnalezienie starego zdjęcia lub podróż samochodem. Tylko od Ciebie zależy, jaki sens nadasz tym zdarzeniom.

Jeśli będziesz umiejętnie budować napięcie (myśląc cały czas o głównej linii fabularnej), pamiętać o emocjonujących momentach, chwilach zwolnienia i prowadzeniu czytelnika do wielkiego finału Twojej historii, nawet zwykłe momenty mogą nabrać ogromnego znaczenia.

Plus warto doceniać sceny, które na chwilę stopują akcję (aby czytelnik mógł odpocząć). Parzenie kawy i patrzenie w okno nie zawsze jest złe, jeśli przeplatane jest emocjonującymi wydarzeniami. A ten roller-coaster też musi mieć sens. Nie chodzi o to, aby drama goniła dramę, ale raczej o przytrzymanie uwagi czytelnika. Sprawa niełatwa, często problem z napięciem mają też doświadczeni pisarze, jednak im bardziej ćwiczysz tę umiejętność, tym lepszy efekt.

Historia o wszystkim, ale nie wiadomo o czym

I łącząc te kropki, powoli przechodzimy to największego i najtrudniejszego do rozszyfrowania problemu debiutów obyczajowych. U jednych nieprzemyślani bohaterowie i brak napięcia, u innych niezbyt rozsądne wątki poboczne czy wytrącająca z rytmu narracja. Takie przykłady oraz propozycje ich rozwiązań najlepiej wskazać już w recenzji wewnętrznej konkretnego tekstu.

Zbyt wiele obyczajówek jest o wszystkim. Postaram Ci się ogólnie wyjaśnić, o co chodzi.

Powieść obyczajowa jest niejako matką powieści. Jeśli poczytasz o historii tej konwencji, zobaczysz, że wywodzi się z powieści opisujących społeczeństwo oraz romansów. Dzieli się na dziesiątki podtypów: historyczna, psychologiczna, podróżnicza i wiele innych. Dlatego pojawia się często niebezpieczeństwo, że powieść obyczajowa będzie o wszystkim, ale i o niczym. O ludziach, czasach, miejscu, konkretnym problemie społecznym, ale zabraknie w niej… historii. Tak, tak, dobrze czytasz.

Wymienione wyżej elementy są szalenie ważne, bo tworzą tło powieści. Jednak historia musi być o czymś, o jakimś wydarzeniu, o zmianie. A najlepiej o bohaterze, którzy bierze w nim udział i pod jego wpływem ulega przeobrażeniu. Może ze swojej perspektywy obserwować rzeczywistość i ją oceniać, jego spojrzenie może być oknem dla czytelnika. Jednak bez akcji nawet najszerzej zarysowana saga sobie nie poradzi.

Jaki jest cel Twojej powieści?

Z powyższym punktem łączy się jeszcze jedno, najszersze zagadnienie. Zwykle debiutanci, piszący literaturę gatunkową (fantastyka, kryminał, horror, itd.), wiedzą, o co im ostatecznie chodzi. O zwycięstwo dobra nad złem, złapanie mordercy, wyjaśnienie, o czym jest potwór z lasu.

Część twórców piszących powieść obyczajową jako swój pierwszy rozległy tekst, zdaje się wybierać taką formę nie do końca celowo. Na półkę „literatura obyczajowa” mogą wpadać historie, które nie kwalifikują się pod żaden subgatunek. Trochę romans, trochę kryminał, a trochę horror. Jasne, łączenie różnych typów opowieści jest dopuszczalne, a nawet i potrzebne, ale jeśli czemuś służy. Literatura obyczajowa nie może być workiem, do którego wpada wszystko, co nie pasuje do innych konwencji literackich.

Historia musi być tak samo dobrze przemyślana jak w wypadku innych typów powieści. Ma być o czymś, ma być skierowana frontem do czytelnika, a nie zaspokajać pisarskie ego. A jeśli dla autorki i autora takie podejście jest nieistotne, wtedy warto się zastanowić, po co publikujemy, dla kogo i jaki jest sens.Dlatego koniecznie upewnij się, czy Twoja powieść obyczajowa jest dobrą historią samą w sobie, czy po prostu zbiorem różnych pomysłów.

Potrzebujesz wsparcia w ocenie Twojej powieści?

Twoja książka zostanie sprawdzona pod kątem mocnych i słabych stron. Pokażemy, co poszło świetnie, wskażemy miejsca do poprawy i zasugerujemy, jak możesz to zrobić. Ocenimy styl i zasugerujemy, jak można go poprawić.

Koniec z błędami. Wznieś się na literackie wyżyny.

Kliknij tutaj i zobacz, jak możesz z nami współpracować